Wieczór
Oczy Mystryl... Zielone i ciepłe... Tonął w nich z każdą chwilą coraz bardziej. Czuł jak zapada w głąb czegoś, czego nawet nie potrafił nazwać. Unosili się w ciemnościach. Widział ją i nic poza nią. Nagle zobaczył, że wokół pełno jest gwiazd. Miliony światów tańczyły z oszałamiającą prędkością. Nie potrafił określić na dłuższą metę sensu w zataczanych przez nie okręgach i figurach dalece bardziej skomplikowanych, wymykających się jego opisowi. Poczuł, jak Mystryl kładzie mu dłoń na oczach. Gdy ją zabrała, zobaczył kosmos na nowo. Do wiecznego tańca materii dołączył przepływ energii. Sekundę później w oszałamiającym rozbłysku jego oczy zaczęły dostrzegać ruch Mocy, Many, Qi, Energii, magii... Wszystkie określenia wśród których wzrastał stały się zbyteczne i niewystarczające. Te wszechobecne, niczym gęsta sieć, opływające wszechświat fale nadawały sens i porządek najdrobniejszemu drgnieniu materii, przez którą przenikały. Mógł teraz spojżeć w głąb każdego z niezliczonych światów, obejżeć dokładniej życie najdrobniejszych organizmów zamieszkujących powstające i rozpadające się planety. Gdy jego dusza zaakceptowała nowy obraz świata, zobaczył wyraźnie, że cała magia pędząca w przestrzeń świata swoimi ścieżkami, ma swój początek w ciele Mystryl i do niego też wraca, by na nowo rozpocząć swoją wędrówkę.
