niedziela, lutego 20, 2005

Gałąź

- Rozejrzyj się, jeśli chcesz, a ja zrobię gorącą herbatę.

- Ok.

Agnieszka zdjęła buty i zajrzała do pierwszego pokoju po lewej stronie. Był dość obszerny, ale najwyraźniej nieużywany. Mimo porządku, a w zasadzie pustki, wszystko było przykryte solidną warstwą kurzu. Łóżko, szafa wzdłuż całej ściany i okno wychodzące na ulicę. Widok z prawej strony okna zasłaniała prostopadła ściana. Zamknęła z powrotem drzwi i korzystając z tego, że okulary już jej odparowały przyjrzała się dokładniej przedpokojowi. Na ścianach, na tle zielonej tapety wisiały jakieś amulety i symbole. Uśmiechnęła się, dotykając dłonią jednego z nich. Po przeciwnej stronie przez drzwi było widać wannę – najwyraźniej łazienka. Przez drugie drzwi po lewej weszła do następnego pokoju. Z tego bez wątpienia nadal korzystano, bardzo wyraźnie świadczył o tym bałagan na łóżku, sterta czasopism obok i hałasujący lekko komputer z wygaszonym monitorem. Wysoko w kącie wisiał telewizor. Tutaj też całą lewą ścianę zajmowała obszerna szafa, jednak tym razem była dłuższa (bo i pokój był większy) i zabałaganiona. Luźne kartki, figurki i szklanki walały się na wierzchu. Za szybami widać było sterty płyt i książek, poukładanych byle jak i byle gdzie. W tym pokoju tak samo jak w przedpokoju ściany były obwieszone znakami. Kończąc zwiedzanie poszła do kuchni.

- Już gotowa. I jak ci się podoba moja pieczara?

- Całkiem przytulnie. Po co ci tyle ozdób na ścianach?

- Heh, dostałem te wszystkie amulety od przyjaciela na urodziny. Wiesz, on jest nieco nawiedzony i twierdzi, że te zabawki ochronią mnie przed czymś, a część ma w jakiś sposób pomóc w życiu. – Łukasz zmarszczył przez chwilę brwi - Nie pamiętam, która miała do czego służyć, chociaż zrobił mi długi wykład na temat zastosowania każdej z nich. Te figurki w pokoju to też część zestawu.

- A ja już myślałam, że interesujesz się okultyzmem, czy czymś w tym rodzaju – zaśmiała się Agnieszka.

- Ja - nie, on - najwyraźniej tak.

- Mogę tu zamieszkać?

- Co? – Zakrztusił się Łukasz.

- Czy mogłabym tutaj zamieszkać? – powtórzyła z niewinną miną Agnieszka.

- Co? Jak gdzie? Dlaczego? – Łukasz był najwyraźniej zmieszany.

- Nie rozumiem czemu wpadasz w taki popłoch.

- No twoje pytanie jest co najmniej nietypowe!

Postawiła kubek na stole i usiadła. Łukasz też usiadł, jednocześnie popijając herbatę.

- No to może najpierw odrobinę opowiem o sobie. Dzisiaj w nocy przyjechałam do Wrocławia. Zdaje się, że zasnęłam ze zmęczenia siedząc na dworcu, w każdym razie, gdy się obudziłam mojego bagażu już przy mnie nie było. Na szczęście chociaż portfel miałam przy sobie, ale wszystko inne, łącznie z dokumentami przepadło. Byłam w biurze rzeczy znalezionych, ale marne szanse, żebym cokolwiek odzyskała. Powiedzieli, że zgłoszą policji i kazali mi się zgłosić za tydzień. No i póki co, nie mam gdzie mieszkać.

- Żartujesz?

- Cholera, wiedziałam, że nikt się na to nie nabierze. Tak naprawdę to jestem słowiańską boginią. Przez ostatnie tysiąc lat mieszkałam w tym głazie na cmentarzu, ponieważ jest mi poświęcony, a teraz zamierzam cię nauczyć... – Przerwała, widząc, że Łukasz zwija się ze śmiechu.

- Rozumiem. A więc ukradli ci wszystko i nie masz żadnego pomysłu jak mi udowodnić swoją uczciwość.

- No to co, mogę tu zamieszkać?

- No nie wiem...

Dziewczyna splotła palce pod stołem i zmrużyła oczy.

- Ale w sumie, to gdyby nie ty, obecnie pewnie bym już zamarzł, a z resztą...

- A z resztą, gdybyś się nie zgodził, nie byłbyś facetem- pomyślała.

- Dobra!

- No to wspaniale. – uśmiechnęła się.

- Ale, ale... Dasz mi w zastaw parę swoich włosów, ok?

- Włosów? Po co ci moje włosy?

- Ten koleś od amuletów, mówił, żeby w takich sytuacjach zawsze brać włosy, jako najlepszą porękę, a potem o nic więcej się nie starać. Co prawda nie bardzo mu wierzę, ale co w zasadzie szkodzi. – Odwzajemnił uśmiech i wypił do końca herbatę.

- No dobrze, ale uważam, że w tym wypadku nic ci to nie da. Mogę się gdzieś zdrzemnąć? Jestem bardzo zmęczona po podróży, a ławka nie była zbyt wygodna...