niedziela, lutego 20, 2005

Liść

Jak to zwykle bywa na pogrzebach niebo było zasnute burzowymi chmurami, a stukot kropel mieszał się z marszem żałobnym. Na zadaszeniu samochodu wiozącego trumnę wylądował kruk. Idealna dekoracja dla dopełnienia ponurej całości. Za samochodem szło w milczeniu trzydzieści, może czterdzieści osób. Kruk nie był pewien. Ideę liczenia przedmiotów poznał dopiero miesiąc temu i na razie dobrze radził sobie tylko, gdy próbował policzyć do dziesięciu orzechów. Od tych ludzi na pewno nie dostanie nic do zjedzenia. Po tej ocenie żałobnicy przestali go interesować. Patrząc przez półprzezroczystą folię pod łapami, z trudem przesylabizował „Culton Isatu”. Tego też nie był do końca pewien, ale nie miało to większego znaczenia. Jego pan nie miał teraz czasu na zajmowanie się cmentarzem, choć dawniej lubił czasem usłyszeć, że jego właśni znajomi jeszcze tam nie zawitali. Teraz czekała najciekawsza cześć inspekcji. Kruk sfrunął niżej i by uniknąć pomyłki, już siedząc na trumnie odczytał: „Ur. 17.06.1930 – Zm. 28.06.2003”. Ktoś machnął ręką, by go odpędzić, więc kruk odleciał pospiesznie, klnąc najlepiej jak potrafił i usiadł na starym, kamiennym krzyżu. Zaginając szpony i przeskakując z nogi na nogę obliczył z mozołem wiek denata. W pewnym sensie lubił porównywać swoich zmarłych. Ten był jednym z najstarszych, więc kruk zakrakał z zadowolenia. Rozejrzał się dokoła i spostrzegł parę grobów dalej wielki porośnięty mchem głaz. Od dawna zastanawiało go, dlaczego koty zawsze przychodzą się wylegiwać akurat na tym głazie, skoro w pobliżu jest takich, a nawet zdawałoby się lepszych mnóstwo. Coś musi je tutaj ciągnąć – pomyślał. Obleciał głaz dookoła i przyjrzał mu się z każdej strony. Głaz jak głaz. Mech jak mech. Typowy kształt, wysokość niskiego człowieka, nic nadzwyczajnego... Wylądował na szczycie. Nic się nie stało. Zadziobał w głaz przed swoimi łapami. Nic się nie stało. Przestąpił z nogi na nogę, popatrzył jeszcze przez chwilę. Głaz nie odwzajemnił spojrzenia, nie okazał, czy w jakiś sposób przeszkadza mu obecność intruza na grzbiecie. Kruk wstrząsnął się odganiając chłód i odleciał w stronę bramy. Głaz uśmiechnął się do wspomnień.

1 Comments:

At środa, lutego 23, 2005 1:04:00 PM, Blogger Korri said...

Tak tylko sprawdzam, czy to na pewno działa...

 

Prześlij komentarz

<< Home